Przebił się do wielkiej polityki stworzonej w nowym ustroju dla elit i miał na nią wpływ przez dwa blisko dziesięciolecia. Zaczynał w roku 1991 pierwszą, nic nie znaczącą demonstracją, na dziedzińcu przed warszawskim pałacykiem na Nowym Świecie 12. Później parł już tylko do przodu. Ze względu na głoszone poglądy okrzyknięto go współczesnym Janosikiem. Miał coś w sobie z tej legendarnej postaci.
Andrzej Lepper był posłem IV i V kadencji Sejmu RP. Pełnił funkcję wicemarszałka Sejmu. Potem pełnił funkcję ministra rolnictwa i rozwoju wsi oraz wicepremiera w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, a następnie w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W latach 1995, 2000, 2005 i 2010 kandydował na urząd Prezydenta RP.
W swojej burzliwej karierze miał swoje wielkie wzloty i wielkie upadki. Nie przynosi mu chwały zejście ze sceny politycznej, umotanie się w aferę gruntową i sexaferę. Nie do końca wiadomo do dziś na ile były one faktem na ile grą, naruszyły jednak jego autorytet i wizerunek publiczny.
Andrzej Lepper był bez wątpienia człowiekiem nietuzinkowym, widział w gąszczu spraw te najważniejsze, szczególnie instynktownie wyczuwał wielkie sprawy rzutujące na kondycję i perspektywy pracujących. Był typowym reprezentantem proletariatu doświadczonego zawirowaniami końca lat 70. i wielkich przełomów lat 80. i 90. Szczególnie silnie wpłynęła na jego osobowość neoliberalna koncepcja prywatyzacji realizowana w Polsce pod egidą Leszka Balcerowicza, czego codzienne przykłady obserwował w swojej PGRowskiej praktyce. Często zadawał pytanie – komu przeszkadzały PGRy, których likwidacja przyniosła bezrobocie i biedę na wsi.
Andrzej Lepper był krytykiem „Okrągłego stołu” i rozwiązań, które doprowadziły do neoliberalnej konstrukcji III RP. Wielokrotnie to wyrażał, m.in. poprzez krytykę układów korupcyjnych, które się po roku 1990 narodziły. Po nazwisku piętnował z trybuny sejmowej ludzi, co do których miał podejrzenia, a być może dowody, na korupcyjne uwikłania.
Do zasobów politycznej anegdoty przejdą jego „Talibowie w Klewkach”, którzy, jak się okazało kilka lat później, nie byli tylko jego wirtualnym wymysłem.
Politycznie trudno zakwalifikować Andrzeja Leppera, choć miał bez wątpienia poglądy lewicowe ugruntowane w oparciu o co najmniej dwie doktryny: jedna to socjalistyczne idee sprawiedliwości społecznej, druga społeczna nauka Kościoła. Wyrażał je często, co powodowało, że garnęli się do niego biedni, pokrzywdzeni. Lewica w pewnych okresach upatrywała w nim swego sojusznika, a wielokrotnie użyczał ludziom lewicy swoich list wyborczych.
Nie znosiły go salony, które nie tolerowały szczególnie po roku 90. brudnych, spracowanych rąk, gumiaków i niewyparzonego języka. A takie było otoczenie Andrzeja Leppera. Ludzie ci nie uwierzyli w neoliberalne zaklęcia, stojąc twardo na ziemi domagali się prawdy, nie rozumieli wirtualnej rzeczywistości, która zagościła szczególnie w polityce i finansach.
Dziś na fali światowego kryzysu, pogarszania się poziomu życia i przysłowiowej już „prywatyzacji dochodów i upaństwowienia długów”, ludzie pokroju Andrzeja Leppera są na wagę złota. Ich rozumienie problemów społecznych i znajomość mechanizmów działania państwa daje przepustkę do odnowy i reform. A te trzeba robić stale. Państwo, szczególnie w tych czasach wymaga remontu i modernizacji, nie da się opierać go dalej o historyczne resentymenty i kontrakty z przed 25 lat.
Andrzej Lepper odszedł, ale problemy, które szczególnie często przypominał, pozostały. Życie społeczne idzie do przodu, nie ma ludzi niezastąpionych. Tak będzie i w jego przypadku. Pozostanie jednak żal i poczucie niespełnienia.
Andrzej Ziemski
Andrzej Lepper był posłem IV i V kadencji Sejmu RP. Pełnił funkcję wicemarszałka Sejmu. Potem pełnił funkcję ministra rolnictwa i rozwoju wsi oraz wicepremiera w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, a następnie w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W latach 1995, 2000, 2005 i 2010 kandydował na urząd Prezydenta RP.
W swojej burzliwej karierze miał swoje wielkie wzloty i wielkie upadki. Nie przynosi mu chwały zejście ze sceny politycznej, umotanie się w aferę gruntową i sexaferę. Nie do końca wiadomo do dziś na ile były one faktem na ile grą, naruszyły jednak jego autorytet i wizerunek publiczny.
Andrzej Lepper był bez wątpienia człowiekiem nietuzinkowym, widział w gąszczu spraw te najważniejsze, szczególnie instynktownie wyczuwał wielkie sprawy rzutujące na kondycję i perspektywy pracujących. Był typowym reprezentantem proletariatu doświadczonego zawirowaniami końca lat 70. i wielkich przełomów lat 80. i 90. Szczególnie silnie wpłynęła na jego osobowość neoliberalna koncepcja prywatyzacji realizowana w Polsce pod egidą Leszka Balcerowicza, czego codzienne przykłady obserwował w swojej PGRowskiej praktyce. Często zadawał pytanie – komu przeszkadzały PGRy, których likwidacja przyniosła bezrobocie i biedę na wsi.
Andrzej Lepper był krytykiem „Okrągłego stołu” i rozwiązań, które doprowadziły do neoliberalnej konstrukcji III RP. Wielokrotnie to wyrażał, m.in. poprzez krytykę układów korupcyjnych, które się po roku 1990 narodziły. Po nazwisku piętnował z trybuny sejmowej ludzi, co do których miał podejrzenia, a być może dowody, na korupcyjne uwikłania.
Do zasobów politycznej anegdoty przejdą jego „Talibowie w Klewkach”, którzy, jak się okazało kilka lat później, nie byli tylko jego wirtualnym wymysłem.
Politycznie trudno zakwalifikować Andrzeja Leppera, choć miał bez wątpienia poglądy lewicowe ugruntowane w oparciu o co najmniej dwie doktryny: jedna to socjalistyczne idee sprawiedliwości społecznej, druga społeczna nauka Kościoła. Wyrażał je często, co powodowało, że garnęli się do niego biedni, pokrzywdzeni. Lewica w pewnych okresach upatrywała w nim swego sojusznika, a wielokrotnie użyczał ludziom lewicy swoich list wyborczych.
Nie znosiły go salony, które nie tolerowały szczególnie po roku 90. brudnych, spracowanych rąk, gumiaków i niewyparzonego języka. A takie było otoczenie Andrzeja Leppera. Ludzie ci nie uwierzyli w neoliberalne zaklęcia, stojąc twardo na ziemi domagali się prawdy, nie rozumieli wirtualnej rzeczywistości, która zagościła szczególnie w polityce i finansach.
Dziś na fali światowego kryzysu, pogarszania się poziomu życia i przysłowiowej już „prywatyzacji dochodów i upaństwowienia długów”, ludzie pokroju Andrzeja Leppera są na wagę złota. Ich rozumienie problemów społecznych i znajomość mechanizmów działania państwa daje przepustkę do odnowy i reform. A te trzeba robić stale. Państwo, szczególnie w tych czasach wymaga remontu i modernizacji, nie da się opierać go dalej o historyczne resentymenty i kontrakty z przed 25 lat.
Andrzej Lepper odszedł, ale problemy, które szczególnie często przypominał, pozostały. Życie społeczne idzie do przodu, nie ma ludzi niezastąpionych. Tak będzie i w jego przypadku. Pozostanie jednak żal i poczucie niespełnienia.
Andrzej Ziemski





Wśród setek książek politologicznych, ekonomicznych, filozoficznych, które można przeczytać lub nie, wyraźnie gubią się książki, które mają szczególne znaczenie w dzisiejszym świecie. Chaos świata, który nas otacza, zarówno w wymiarach globalnych jak i narodowych, powoduje, że głęboka ocena jego współczesności, ale zwłaszcza zdolność uchwycenia trendów rozwojowych i wizji jest nie tylko utrudniona, ale często staje się wręcz nie możliwa. W dużej mierze powodowane jest to celową dezinformacją prowadzona zarówno w wyraźnym interesie głównych sił rządzących globalnym światem (choćby współczesnego kapitału finansowego i transnarodowych organizacji) jak i z innych powodów. 








Rozmowa z dr. Rafałem Chwedorukiem z Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW na temat SLD i Leszka Millera