Premier Tusk poświęcił kariery polityczne Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego oraz po części Grzegorza Schetyny i Sławomira Nowaka by wyjść z medialnego potrzasku afery hazardowej. Dziś nie ma partii, która ma moralne prawo nazywać się ugrupowaniem, które nie ma żadnych związków z korupcją. Słowa Jarosława Kaczyńskiego „musimy być uczciwi, uczciwi i jeszcze raz uczciwy” brzmią kuriozalnie, gdy patrzymy na nagrania, na których Adam Lipiński składa ofertę korupcji politycznej posłance Samoobrony Renacie Beger. „Rycerz” rywinowskiej komisji śledczej Jan Rokita jest poza polityką, zaś jego partyjni koledzy z PO nie różnią się niczym od osób uwikłanych w słynne „lub czasopisma”.
Jakie wnioski należy wyciągnąć z tego politycznego trzęsienia ziemi? Otóż to, że na lewicy drzemie niebywały potencjał. Bartosz Arłukowicz ze społecznika, lekarza pediatry oraz lokalnego szczecińskiego posła stał się medialną gwiazdą, jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej lewicy, rokującego wspaniale na przyszłość. Bystrość umysłu, umiejętność szybkiego uczenia się, dryg medialny oraz cięte riposty u wielu wyborców Sojuszu Lewicy Demokratycznej wzbudziły podziw oraz dumę, że są wyborcami szeroko pojętej lewicy. Ten młody poseł, mówiący rzetelnym i fachowym językiem o nadużyciach przy pisaniu ustaw dotyczących hazardu, wzbudził niebywały szacunek także u publicystów i obserwatorów życia politycznego, których trudno podejrzewać o sympatię lewicowe.
Przed Bartoszem Arłukowiczem wiele pracy zarówno parlamentarnej jak i intelektualnej, niemniej jednak już dziś pokazał, że „lewica potrafi”. Stał się symbolem nowego pokolenia lewicy, która nie boi się rozmawiać o rzeczach ważnych, używając jednocześnie silnej argumentacji socjaldemokratycznej. Myślę, że idą dobre czasy dla lewicy. Jeśli rówieśnicy Bartosza Arłukowicza: Grzegorz Napieralski, Wojciech Olejniczak, Katarzyna Piekarska, Krzysztof Matyjaszczyk, Tomasz Kamiński, Anita Błochowiak, Grzegorz Pisalski i wielu, wielu innych młodych działaczy lewicy zdecyduje się na grę zespołową, zostanie wydać komendę „Nałożyć cięższe zbroje, idziemy walczyć o Polskę równą, wolną i sprawiedliwą”.
Bartosz Rydliński (ur. 1985), politolog, student II roku studiów doktoranckich z dziedziny nauk o polityce na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Jakie wnioski należy wyciągnąć z tego politycznego trzęsienia ziemi? Otóż to, że na lewicy drzemie niebywały potencjał. Bartosz Arłukowicz ze społecznika, lekarza pediatry oraz lokalnego szczecińskiego posła stał się medialną gwiazdą, jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej lewicy, rokującego wspaniale na przyszłość. Bystrość umysłu, umiejętność szybkiego uczenia się, dryg medialny oraz cięte riposty u wielu wyborców Sojuszu Lewicy Demokratycznej wzbudziły podziw oraz dumę, że są wyborcami szeroko pojętej lewicy. Ten młody poseł, mówiący rzetelnym i fachowym językiem o nadużyciach przy pisaniu ustaw dotyczących hazardu, wzbudził niebywały szacunek także u publicystów i obserwatorów życia politycznego, których trudno podejrzewać o sympatię lewicowe.
Przed Bartoszem Arłukowiczem wiele pracy zarówno parlamentarnej jak i intelektualnej, niemniej jednak już dziś pokazał, że „lewica potrafi”. Stał się symbolem nowego pokolenia lewicy, która nie boi się rozmawiać o rzeczach ważnych, używając jednocześnie silnej argumentacji socjaldemokratycznej. Myślę, że idą dobre czasy dla lewicy. Jeśli rówieśnicy Bartosza Arłukowicza: Grzegorz Napieralski, Wojciech Olejniczak, Katarzyna Piekarska, Krzysztof Matyjaszczyk, Tomasz Kamiński, Anita Błochowiak, Grzegorz Pisalski i wielu, wielu innych młodych działaczy lewicy zdecyduje się na grę zespołową, zostanie wydać komendę „Nałożyć cięższe zbroje, idziemy walczyć o Polskę równą, wolną i sprawiedliwą”.
Bartosz Rydliński (ur. 1985), politolog, student II roku studiów doktoranckich z dziedziny nauk o polityce na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.














Rozmowa z Bogusławem Gorskim, przewodniczącym Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej